Przejdź do głównej zawartości

Nie jesteś Normalną matką, czyli słów kilka o książce Claire Delaporte "Perfekcyjna matka nie istnieje, no i co z tego?"

www.wydawnictwoamber.pl

Jestem filologiem polskim, ale już dawno nie pisałam recenzji, więc wybaczcie mi proszę jeśli ta będzie dość nieudolna. Jednak chciałam Wam dzisiaj opowiedzieć o książce, którą podarowała mi na urodziny moja przyjaciółka Karolina (jej bloga znajdziecie tutaj Czytu czytu). Miśka miała wtedy dwa miesiące, a ja byłam ciągle jeszcze przerażona i bardzo przejęta swoją nową rolą (zresztą chyba ciągle bardzo się przejmuję). Ta książka to "Perfekcyjna matka nie istnieje, no i co z tego?" Claire Delaporte. 
Autorka opisuje pięć etapów macierzyństwa - ciążę, poród, powrót do domu, pierwsze trzy lata oraz trzy lata i później - z perspektywy Perfekcyjnej matki i Normalnej matki. Perfekcyjna matka jest naprawdę perfekcyjna: ciąża była dokładnie zaplanowana, w jej trakcie Perfekcyjna nie cierpiała na żadne dolegliwości, poród był lekki i przyjemny, prawie bezbolesny, w domu wszystko było przygotowane na jej powrót z dzieckiem ze szpitala, a z dzieckiem nie ma żadnych problemów. Dziecko bowiem również jest perfekcyjne: przesypia noce, nie ma kolek i robi niewylewające się z pieluszki kupki, a jego ukochana maskotka jest czysta i pachnąca. Perfekcyjna matka ma również perfekcyjnego męża, który ochoczo pomaga w domu i przy dziecku, tak że Perfekcyjna ma czas na wyjścia z koleżankami i na siłownię (choć właściwie nie musi, bo w ciąży mało przytyła i bardzo szybko zrzuciła zbędne kilogramy).
Natomiast normalna matka okazuje się zupełnie (nie)normalną matką: ciąża była nieplanowana i dopadły ją w niej chyba wszystkie możliwe przypadłości, poród koszmarny i bolesny, w ciąży przytyła bardzo dużo i nie może zrzucić zbędnych kilogramów. Zresztą nie ma czasu na ćwiczenia i dietę, bo jej dziecko nie jest idealne ani trochę: non stop płacze, choć zostało już nakarmione, odbite, przewinięte, całe dnie najchętniej spędzałoby u matki na rękach, kupki wylewają się z pieluszki i brudzą wszystko na około, a ulubioną maskotką jest brudny kocyk, którego nie można wyprać. Wszystkie inne dzieci wydają się Normalnej spokojniejsze, grzeczniejsze... Normalna matka ma też (nie)normalnego męża, który nie wie czy dziecku do przygotowania mleka kupić wodę gazowaną czy niegazowaną. Normalna nie ma więc czasu na spotkania ze znajomymi ani tym bardziej dla siebie samej.
Książka Claire Delaporte poprawia samopoczucie, ponieważ uświadamiasz sobie, że to nie ma znaczenia, że nie jesteś Perfekcyjną matką. Czytasz i nawet nie chcesz nią być. Z drugiej strony Normalną matką też nie jesteś. Tak naprawdę plasujesz się gdzieś po środku. Autorka, przedstawiając dwie skrajnie różne sytuacje, udowadnia matce - czytelniczce, że jest najlepszą matką dla swojego dziecka.
Przeczytałam tę książkę jednym tchem, pewnego wieczoru, kiedy Miśka po raz pierwszy od długiego czasu spała spokojnie. Uśmiałam się do łez. Mogę ją polecić z czystym sumieniem każdej matce, a zwłaszcza takiej, która podobnie jak ja uważa się za najgorszą matkę na świecie.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Racuchy, czyli nauka przygotowywania ciasta drożdżowego

Nie umiem robić ciast drożdżowych. Zawsze musiałam coś zepsuć. Najczęściej za ciepłe mleko lub margaryna powodowały, że ciasto zwyczajnie nie wyrastało. Jednak postanowiłam spróbować usmażyć racuchy, bo czy można ciągle robić tylko naleśniki. Wygrzebałam prosty przepis w starej książce i trochę go zmodyfikowałam dodając jabłka. Ciasto wyrosło, nie narozrabiałam. Racuchy wyszły tak smaczne i tak szybko znikały z talerza, że ledwo zdążyłam zrobić zdjęcie :) Fot. Kamila Kowalczyk - 40 dag mąki, - 2 jajka - około 1,5 szklanki mleka - 3 dag świeżych drożdży - 1 łyżka cukru (można dać więcej, jeśli chcecie bardziej słodkie placki), - cukier wanilinowy - cukier puder do posypania racuchów - 1 - 2 jabłka - olej lub margaryna do smażenia Mąkę przesiać. Jajka umyć, ich zawartość wylewać kolejno do miseczki. Drożdże rozetrzeć z cukrem, rozprowadzić letni mlekiem, dodać mąkę, jajka i cukier wanilinowy. Dobrze wyrobić ciasto drewnianą łyżką. Przykryć i pozostawić do wyrośnięc...

Krótka historia jednego zdjęcia cz. 2 - zaćmienie

Fot. Kamila Kowalczyk Miało być o zaćmieniu o fotografii robionej aparatem kradzionym z torby męża A będzie o usypianiu dziecka do późna ostatnich chwilach by zobaczyć zaćmienie i o tym, że matki wszystko wrzucają późno

Kotlety w cieście naleśnikowym

Fot. Kamila Kowalczyk Moja córka nie lubi kotletów, właściwie żadnych. Głównie dlatego, że nie smakuje jej panierka. Z tego powodu ostatnio na szybko przygotowałam panierkę na bazie ciasta naleśnikowego, bo naleśniki Miśka uwielbia. Kotlety w cieście naleśnikowym - 6 - 8 kotletów z piersi kurczaka średniej wielkości - 3/4 szklanki mleka - 1 szklanka mąki pszennej tortowej - 1 jajko - słodka papryka - sól lub ulubione zioła do smaku - olej do smażenia Kotlety rozbić i lekko osolić. Mleko, jajko, mąkę i przyprawy zmiksować na gładkie ciasto. Na patelni rozgrzać olej. Kotlety maczać w cieście i smażyć na średnim ogniu z obu stron. Podawać z ziemniakimi lyb frytkami i surówką lub warzywami z wody. Tej panierki można również użyć do przygotowania filetów z ryby. PS Miśka zjadła panierkę, kotleta zostawiła 😂 PS 2 Zdjęcie do wpisu obrabiałam w aplikacji Photoshop Express, którą obecnie testuję. Może nie długo napiszę Wam o niej coś więcej.